Witajcie po dość długiej przerwie.
Niestety, nowa praca wymogła na mnie 12 godzinną obecność poza domem, stąd też wielkie braki w blogu. Teraz postaram się nadgonić stracony czas, a więc zapraszam do lektury! :)
Dziś o słynnej serii "liście manuka" z Ziaji.
Na stronie producenta (TUTAJ) możemy przeczytać, jakie preparaty wchodzą w skład całej serii, jednak ja skupię się na 4 produktach, których miałam okazję używać. A będą to:
a) pasta do głębokiego oczyszczania przeciw zaskórnikom,
b) tonik zwężający pory na dzień/na noc,
c) żel myjący normalizujący na dzień/na noc,
d) żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc.
Kremów z Ziaji nie używałam, gdyż posiadam na razie zapasy kremów na cały rok :D
***
Nie ma co ukrywać, że najbardziej zadowolona jestem z pasty oczyszczającej.
Wszystkie informacje dotyczące składu, zastosowania, przeznaczenia itp. znajdziesz TU.
Osobiście uważam, że to jeden z nielicznych produktów, który prawie w 100% spełnia obietnice wypisane na opakowaniu. Dla mnie to jeden z najlepszych produktów do mycia twarzy, a jednocześnie najlepszy produkt z całej serii z liśćmi manuka.
Jestem zakochana w tej paście z wielu powodów. Po pierwsze zdecydowanie oczyszcza skórę twarzy, zmywa resztki pozostałego makijażu (nie wiem, czy sprawdziłaby się jako produkt do demakijażu). Po drugie w przeciwieństwie do innych znanych mi produktów dedykowanych cerze tłustej nie wysusza jej, wygładza skórę oraz przygotowuje ją do kolejnych zabiegów. Pomimo iż jest to pasta z drobinami nie powoduje ona podrażnień. Ponadto do technicznych plusów można zaliczyć jej wydajność, dostępność oraz cenę.
Wspomniałam wcześniej, że pomimo moich "ochów" i "achów", produkt zadowala mnie PRAWIE na 100%, to "prawie" bierze się stąd, iż, mimo obietnic, produkt nie redukuje zmian na skórze, aczkolwiek poprzez swoje świetne właściwości oczyszczające zaskórniki pojawiają się rzadziej :)
Nota: 4,99/5!
Miejsce drugie na podium zajmują dwa produkty, dlatego że oba mają swoje plusy i minusy, każdy służy mi do czegoś innego i z każdego nie jestem aż tak bardzo zadowolona jak z pasty. Mowa tu o żelu z peelingiem oraz żelu normalizującym.
Żel z peelingiem to coś pośredniego między pastą a żelem normalizującym.
Do plusów zaliczyć można przede wszystkim fakt, że spełnia on swoją podstawową rolę, a więc oczyszcza skórę twarzy, jednocześnie delikatnie ją peelingując. Drobinki peelingujące jak dla mnie są w sam raz, nie podrażniają skóry, o ile zabieg przeprowadzamy w sposób delikatny, a nie szorując twarz, bo wtedy mogą wystąpić podrażnienia. Podobnie jak pasta, wygładza skórę, ale nie powoduje uczucia jej ściągnięcia. Na duży plus jest opakowanie z pompką, które pozwala na precyzyjne dozowanie kosmetyku, w zależności od potrzeb, czego w przypadku pasty bardzo mi brakuje.
Jeśli chodzi o minusy, to ten produkt jednak pozostaje w tyle za pastą, bo choć dobrze oczyszcza, nie zauważyłam ani zwężenia porów, ani redukcji niedoskonałości, o czym zapewnia producent.
Żel normalizujący to taki peeling bez peelingu (gdyby porównać go z produktem opisanym wyżej). Dla mnie produkt jest to dobry produkt myjący na dzień. Na noc wolę używać peelingu, gdyż precyzyjniej domywa skórę z resztek makijażu, natomiast na dzień bardziej sprawdza się ten żel. Po jego zastosowaniu mam wrażenie delikatnie oczyszczonej, odświeżonej skóry, która przygotowana jest do makijażu.
Tu w szeregu plusów i minusów pojawia się dokładnie to samo, co w przypadku żelu z peelingiem, a więc ogólnie jest ok, jednak kwestii błyszczenia, usuwania czy przeciwdziałania niedoskonałości itd. nie zauważam.
Podsumowując: oba produkty świetnie sprawdzają się do mycia twarzy, nie robią jakiegoś wielkiego szału, ale absolutnie nie wyrządzają skórze krzywdy. Ocena 4/5.
I na koniec coś, co uważam za totalną porażkę. Mój NIEulubiony produkt z tejże serii, tonik zwężający pory (opis).
Ja nie wiem, dlaczego, jakim cudem czy sprawką diabelską stało się, że ten produkt tak bardzo się u mnie nie sprawdza. Z pozostałych produktów jestem zadowolona, a z niektórych wręcz bardzo, ale ten tonik rozczarował mnie doszczętnie.
Po doświadczeniach z poprzednimi produktami byłam pewna, że sięgam po produkt dobry, spełniający swoje podstawowe zadania na 5+, a może dodatkowo coś tam zadziała. Podejście to pękło jak bańka z mydła już po pierwszym zastosowaniu. Ale myślę sobie "Daj mu czas", więc dałam... i mam wrażenie, że go zmarnowałam.
Żeby nie było, że produkt jest taki "be" od początku do końca, to powiem Wam, że jakieś tam plusiki jednak ma. Odświeża skórę, nawet dobrze radzi sobie z pozostałościami po demakijażu, ładnie pachnie i nie zostawia tłustego filmu. OK, jest dobrze, pomyślicie, ale... ten tonik nie jest przeznaczony do "domywania", "odświeżania" itp., ale do zwężania porów i łagodzenia zmian trądzikowych, czego u mnie w ogóle nie robi. Ponadto mam wrażenie, że pozostawia uczucie ściągnięcia skóry twarzy.
A oliwy do ognia dolewa jeszcze forma opakowania. Niezależnie od tego, jaką formę aplikacji stosowałam, byłam niezadowolona. Psikanie sobie tym specyfikiem po twarzy, jako odświeżająca mgiełka, było kłopotliwe, bo albo pisukałam sobie tym dookoła siebie, albo prosto w oczy, a aplikowanie tego produktu na wacik też jest dosyć pracochłonne, gdyż trzeba go sporo "napsikać", a wiadomo, że połowa z tego i tak rozejdzie się w powietrzu. Wniosek: opakowanie powoduje spadek wydajności i komfortu używania.
Ocena: 1/5.
P. S. Gdyby producent zmienił nazwę z toniku zwężającego pory na odświeżającą mgiełkę byłoby i nawet 5/5 ;)
***
Podsumowując: seria Ziaja liście manuka są naprawdę produktami godnymi polecenia (w większości). Sprawdzają się na skórze tłustej i mieszanej, nie wysuszając jej, nie podrażniając, spełniając swoje podstawowe zadania (no, może oprócz toniku).
Ja jestem zadowolona, może nie robią one wielkiego efektu WOW (ale dotychczas nie spotkałam żadnego produktu, który takowy by robił), jednak należą one do moich ulubionych produktów do pielęgnacji twarzy. Ogólna ocena (choć ten przeklęty tonik i tak ją zbytnio zaniża) to: 3,5/5, ale gdyby wyrzucić tonik byłoby mocne 4!



